Date & time Venue Noise Stage - Progresja Tickets 80-90 Lineup 18:30 - drzwi
19:30 - niXes
20:30 - Warhaus
Ticket distribution
eventim.pl
goout.net
progresja.com
Links Facebook Event

Sorry, this entry is only available in Polish. For the sake of viewer convenience, the content is shown below in the alternative language. You may click the link to switch the active language.

Multiinstrumentalista Maarten Devoldere, znany szerzej pod pseudonimem Warhaus zagra 10 maja w Progresji.

Warhaus

To solowy projekt Marteena Devoldere, wokalisty belgijskiej, indie-rockowej grupy Balthazar. 2 września 2016 roku premierę miał debiutancki album „Fucked A Flame Into Being”. W październiku zeszłego roku artysta wydał kolejny solowy projekt Warhaus. O swojej twórczości mówi tak: Uwielbiam sprzeczności. Muzycznie są bardzo pociągające. Brutalność i romantyzm, sztuka i kicz, archaiczność i nowoczesność.

Twórczości Belga nie da się zamknąć w sztywnych ramach. Widać tu inspiracje muzyką amerykańską, ale i piosenką francuską czy muzyką filmową, całość okraszona została dużą dozą psychodelii. „Ludzie robią szalone rzeczy, a później dojrzewają” – mówi czołowy belgijski altman, Maarten Devoldere. Na drugi solowy album artysty musieliśmy czekać kilka lat, ale w końcu Devoldere wrócił niczym Leonard Cohen, śpiewając głębokie, mroczne i pełne grozy utwory o miłości i nienawiści.

Nowy krążek Warhaus ma wiele odniesień do We Fucked A Flame Into Being, zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej. Widać to szczególnie w nastrojowej artystyczno-jazzowej kompozycji, której nazwa pochodzi od szczególnie zmysłowej postaci w klasycznej powieści D.H. Lawrence’a „Lady Chatterley’s Lover”. Na Warhaus wciąż słychać swoisty dla artysty romantyzm, ale w nieco innym, świeżym wydaniu.

Praca nad nowym albumem rozpoczęła się już w trakcie trasy koncertowej. To wtedy powstała większa część materiału na nowy krążek. – Miałem nowy zespół, z którym grałem i rozmawiałem o muzyce; wspólnie zdecydowaliśmy, że chcemy mieć niektóre kawałki w live secie. Tak więc cały czas pisałem – komentuje Devoldere. Z uwagi na chwilowy przestój w zespole Balthazar, Warhaus postanowił, że w międzyczasie stworzy nowy album jako artysta solowy. Ogromną inspirację czerpał z podróży po Kirgistanie oraz z krążka Dr Johna „Gris-Gris” z 1968 roku. Od nagrania płyty do podjęcia tej decyzji minęło niewiele czasu. Nagrania zaczęły się w marcu 2017 r. A krążek chwilę później ujrzał światło dzienne. Sam artysta mówi, że płyta ta powstała spontanicznie.

Podczas trasy koncertowej uświadomiłem sobie, że ogromną przyjemność sprawia mi tworzenie muzyki w sposób spontaniczny, trochę poza ramami. Uwielbiam dodawać do utworów jazzowe improwizacje. Chciałem, żeby drugi był „żywszy“, więc pracowałem w studio z muzykami jazzowymi – dodaje. Kiedyś Devoldere pisał głównie o miłości w sposób szalony i niekonwencjonalny. – Wydaje mi się, że im starszy jesteś, tym mniej masz do udowodnienia. Stajesz się spokojniejszy o to, kim jesteś. Tak więc nie musiałem szukać zbyt daleko, by stworzyć pewną emocję podsumowuje.

W poetyckich – a jednocześnie zabawnych – tekstach, analizuje różne formy ludzkich emocji, ale najgłośniej wybrzmiewa z nich pożądanie, miłość i erotyka. Wypełniona marimbą „Love’s A Stranger” to gorączkowa medytacja na temat cudzołóstwa. „Chcemy wierzyć, że jesteśmy zbyt romantyczni, aby być wiernymi” – śmieje się. Ciemne strona albumu to przede wszystkim utwór „Control”, który przedstawia się jako zmysłowa opowieść o „pięknie mężczyzny poddającego się kobiecie”. Natomiast „Everybody” to ballada, jakiej nigdy wcześniej nie słyszeliśmy w wykonaniu artysty.

Album został nagrany w domu w Belgii. – Z piosenkami, które napisałem podczas ostatniej trasy po prostu musiałem coś zrobić. Czułem w sobie ogromną energię i inspirację. Nie było innego rozwiązania, niż wejście do studia i złożenie ich – komentuje. Podczas pracy nad tym albumem miałem ochotę na improwizację, aby utwory były bardziej żywe – dodaje.

Na krążku gościnnie usłyszeć można także belgijską wokalistkę Sylvie Kresuch, prywatnie partnerkę artysty. Obecność Sylvie na albumie dodaje mu intymności i jak stwierdza Devoldere, jest to zderzenie dwóch odmiennych osobowości. Połączenie kobiecej subtelności z męską szorstkością.

Źródło: materiały prasowe oraz fragmenty wywiadu Martyny Płechy dla musicNOW.

niXes

To nowatorski projekt Ani Rusowicz, nawiązujący stylistyką do klimatów neo-hippie.
Połącznie elektroniki z elementami rocka psychodelicznego powodują unikatowość i oryginalność tej muzyki nie tylko na rodzimym rynku muzycznym. W muzyce słychać inspiracje sceną australijską i takimi zespołami, jak Tame Impala czy Pond. Zaskoczeniem jest to, że artystka kojarząca się silnie z bigbitowym brzmieniem, tu sięgnęła po zupełnie odmienne środki artystycznego wyrazu. Nawet dla wprawnego ucha słuchacza lub fana Ani odbiór tej muzyki może być kompletnym zaskoczeniem.

„Próżnym może okazać doszukiwanie się analogii miedzy big-bitem a niXes” – jak twierdzi sama artystka. Nietypowości projektowi dodają również teksty w języku angielskim, nawiązujące do kosmosu i metafizyki.

By clicking "Continue", closing this message or staying on this website you agree to your data being processed by Progresja Music Zone Sp. z o.o. The data is processed only for analytical purposes. Continue