Progresja Cafe czynna tylko w czasie koncertów
Bilety do nabycia stacjonarnie w biurze Progresji oraz w trakcie koncertów w barze Progresja Cafe

Wielkimi krokami zbliża się prawdziwe święto dla fanów dobrej muzyki: druga edycja Warsaw Prog Days w Klubie Progresja! Prezes klubu chętnie odpowiedział na kilka pytań związanych z klubem oraz festiwalem. Zapraszamy do lektury.

The patient: Ponad 10 lat działalności klubu: serdecznie gratuluje i życzę, aby klub istniał dalej. Jak Pan ocenia mijającą dekadę?

Marek Laskowski: Dziękuje bardzo i obiecuję, że następne 10 lat będzie jeszcze bardziej owocne. Te minione 10 lat to najbardziej intrygujący etap w moim niekrótkim życiu. Założenia sprzed 10 lat na pewno nie przewidywały tylu ważnych muzycznych wydarzeń.

Pamięta Pan jakiś szczególny koncert z tego pierwszego okresu działalności Progresji? Pierwsze koncerty w Klubie miał zaprzyjaźniony zespół Riverside.

Pierwsze dwa koncerty Riverside w „starej Progresji” na pewno udowodniły mi, że kierunek, który obraliśmy – organizacja koncertów – jest słuszny i wtedy zrodził się pomysł, aby się rozwijać i nie stać w miejscu. Stąd drugie oblicze Progresji to sala koncertowa na 1000 osób, gdzie zagrały chyba wszystkie moje ulubione kapele rocka progresywnego i nie tylko.

Czy przez te lata działalności klubu pojawiły się jakieś problemy, które zmusiły Pana do zrezygnowania z jakiegoś wydarzenia, które było zaplanowane?

Jakiś większych problemów, które powodowałyby rezygnację z wydarzenia nie przypominam sobie.
Czasem zdarza się, że zespół odwołuje trasę lub jej część, ale to jest wliczone w ryzyko. Na szczęście Progresji nie zdarza się to często. Nasza publiczność też zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś się rozchoruje na trasie to koncertu może nie być, ale to jednostkowe przypadki.

Klub ma też wiele sukcesów. Udało się sprowadzić do naszego kraju zespoły, które nigdy wcześniej w nim nie grał. Co zalicza Pan do największych sukcesów Klubu?

Dla mnie pełen emocji i wzruszeń był pierwszy koncert Budgie w Progresji. Z innych ”staroci” zawsze będę pamiętał występ Uriahheep, Ten Years after, Iron Buterfly. Również bardzo się cieszę, że nawiązanie kontaktów z agencja Tangerime spowodowało, iż na naszych deskach mógł zagrać Govt’n Mule, Beth Hart, Dana Fuchs, Robben Ford czy Taj Mahal. Znajomości nawiązane w tym dziesięcioleciu procentują wieloma kontaktami z agencjami z całej Polski i Europy. Są to często nasi bliscy znajomi.

Jednak mam nadzieję, że największe sukcesy jeszcze przed nami. Oczywiście zrobiliśmy wiele niezapomnianych koncertów, ale Klub się ciągle rozwija i praktycznie co pół roku okazuje się, że możemy robić jeszcze więcej, jeszcze lepiej, jeszcze ciekawiej i to na całkiem nowych polach, więc mam nadzieję, że nie raz zaskoczymy publiczność w nowym roku.

Czy prowadzenie klubu w stolicy wiąże się z jakimiś dodatkowymi przeszkodami w porównaniu do np. Krakowa?

Nie wiem jak jest Krakowie. Warszawa jest trudnym miastem, jeśli chodzi o koncerty na żywo z dwóch względów. Oferta w stolicy jest ogromna i ciężko jest czasami się zdecydować i wybrać coś dla siebie. Konkurencja nie śpi i jest coraz bardziej kreatywna w przyciąganiu publiczności, dlatego my też musimy się rozwijać i pokazać, że stać nas na więcej. Po drugie jak każda stolica to miasto osób przyjezdnych dla wielu z nich kultura niezależna jest zbyt wyszukana i bardzo różna od wyobrażeń, które przywieźli ze sobą ze swoich stron rodzinnych. Mainstream telewizyjny, którym są przesiąknięci nie pozwala im się otworzyć na coś co odbiega od pewnych kanonów. Ale wszystko się zmienia błyskawicznie i być może za rok moje wnioski będą diametralnie różne. Problem polega też na tym, że media ogólnopolskie nie promują kultury niezależnej i alternatywnej. Coraz mniej jest na rynku specjalistów, którzy rzetelnie będą pisać recenzje i krytykować to co skrytykować należy. Ludzie show biznesu są już tak połączeni pewnymi relacjami z mediami, że ciężko jest jednym i drugim mieć własne niezależne zdanie. W tym wszystkim musimy działać my i nie poddawać się temu że ktoś o nas coś powie albo nie powie. Grunt to robić dobrze to co się kocha, a my kochamy muzykę. Dlatego wbrew mainstreamowi nie tylko zapraszamy tych wielkich ale też kształtujemy nową muzyczną scenę, przyciągamy nowe inicjatywy i jesteśmy otwarci na wszystkich ludzi poszukujących szczerej i prawdziwej wartości w sztuce jaką jest muzyka.

Jak wygląda organizacja koncertów? Czy to jest tak, że to Pan zaprasza zespoły do klubu, czy zespoły, które mają już jakaś markę na rynku muzycznym zgłaszają się do Pana?

Jak już wspomniałem często wynajmujemy naszą salę agencjom koncertowym, które szukają miejsc dla swoich artystów, czasami kupujemy tych artystów od agencji, ale 10 lat istnienia spowodowało, że sami nawiązaliśmy liczne kontakty z muzykami i wspólnie działamy. Nasze własne koncerty to np. RPWL zawsze na wiosnę w okolicach 25 kwietnia (taki prezent urodzinowy sobie robię), Leprous w tym roku we wrześniu, WarsawProgDays II w październiku – bardzo ważna impreza, z której jesteśmy w tym roku wyjątkowo dumni, VNV Nation czy Fish, który przyjechał do nas 9 października.

Co ma wpływ na to jakie zespoły zagrają w Klubie?

Klub jest duży i drogi w utrzymaniu dlatego nie możemy zamykać się na gatunki muzyczne, które lubimy organizujemy też dyskoteki i eventy (JUWENALIA), które przynoszą dochody. Gdyby teraz były lata 70-te zapewne robilibyśmy tylko koncerty związane z nazwą klubu. Jednak jak tylko mamy okazję organizujemy występy też takim zespołom, które inaczej nie miałyby szansy zagrać, bo nie są jeszcze znane. Stawiamy na pasję młodych muzyków, bo to jest przyszłość sceny nie tylko w Polsce. Nic nam nie przyjdzie z tego, że będziemy organizować tylko koncerty znanych gwiazd. Te gwiazdy, tych idoli trzeba tworzyć, trzeba ich szukać, wyciągnąć do nich rękę. My to robimy. Dlatego czasem zorganizujemy dyskotekę, z której się utrzymujemy i dzięki temu jakiś młody zespół ma szansę zagrać u nas koncert.

Poza tym jestem wielkim miłośnikiem jazzu i bluesa, jest to dla mnie muzyka z duszą i te koncerty też się u nas pojawiają. Poszukujemy tego co na rynku jest autentyczne, a nie nowinek i chwilowych zachcianek popkultury. To nas wyróżnia i sprawia, że jako jeden z największych Klubów w Warszawie ciągle jesteśmy postrzegani jako oryginalni.

Klub, tak jak zostało już wspomniane, mimo tego, że na rynku muzycznym jest coraz słabiej, konsekwentnie daje szanse wystąpienia zespołom o których w mediach masowych trudno znaleźć jakąkolwiek wzmiankę, tym samym ryzykując, że dany koncert może się nie opłacić. Choć spotkałem się też z przypadkiem, że zespół, o którym było bardzo głośno w mediach w moich okolicach nie sprzedał nawet 10 biletów, a koncert zespołu mało znanego wszystkie bilety były wyprzedane.. Czy Pan w klubie spotkał się z podobną sytuacją?

Uważam, że naszą powinnością jest organizowanie koncertów zespołów „no name”, stąd inicjatywa konkursowa Otwarte Wtorki, którą już drugi rok organizujemy wspólnie z NuPlays Polska. Jest to konkurs dla debiutantów, w którym można wygrać nagranie singla w profesjonalnym studio Progresji lub koncert przed dużą gwiazdą. 32 zespoły maja szansę zaprezentować się szerszej publiczności. Frekwencja na koncertach jest czasami dla mnie zupełnie niezrozumiała i kompletnie nieadekwatna do jakości muzyki prezentowej przez artystów.

Dopóki prowadzę Klub zawsze będzie w nim miejsce dla młodych twórców. Muzyka to najpopularniejsza ze sztuk na świecie. Towarzyszy nam codziennie, każdy z nas słucha muzyki, choćby tej w filmach. Zadaniem ludzi z przemysłu muzycznego nie jest tylko robienie pieniędzy na niej, ale traktowanie jej właśnie jako twórczej sztuki.

Jak Pana zdaniem zmienia się publiczność koncertowa? Jest mniej czy bardziej wymagająca?

Publiczność dzisiejsza jest niestety skażona przez przekaz, który forują media. Często „artysta” jest tylko wykreowanym przez media produktem, który ma przez rok zarabiać kasę, a potem idzie w odstawkę. Tak też tworzy się po części celebrytów, którzy gdzieś zaistnieli, a potem ich bycie znanymi ogranicza się do kolejnych imprez, tzw. bywaniu i pojawianiu się na portalach plotkarskich. To powoduje, że potencjalny odbiorca sztuki nie ma wymagań, a tylko chęć uczestnictwa i zaistnienia w wymyślonej przez nie wiadomo kogo hucpie.

Przejdźmy teraz do Warsaw Prog Days. Skąd Pomysł na taką imprezę?

To kolejna nasza inicjatywa. Robiliśmy już kiedyś koncerty z muzyką progresywną pod nazwa Rock Against Terrorism (odbyły się dwie edycje z takimi zespołami jak RPWL, SYLVAN, Riverside czy Paatos). Warsaw Prog Days jest naszym festiwalem, którego pomysłodawcą był Mirek Gil z reaktywowanego zespołu Collage. Chcemy, aby nazwa Progresja był obecna nie tylko w nazwie klubu, ale też na scenie. To hołd składany naszym korzeniom i inspiracjom z początków klubu.

Jak Pan wspomina pierwszą odsłonę Warsaw Prog Days?

Muzyka progresywna, a taką mieliśmy przyjemność gościć na pierwszej edycji zawsze będzie miała w moim sercu numer 1. Na takie koncerty przychodzą ludzie nieprzypadkowi, nawiązuje się wspaniałe dialogi o tym co nas naprawdę kręci.

Miałem przyjemność być na pierwszej edycji festiwalu. Zaprosić 3 świetne zespoły było dla mnie strzałem w 10-tkę.

Dziękuję, mi też się bardzo podobało. Mirek Gil z zespołem Believe wydał w tym roku płytę, była więc okazja, aby wypromować to wydawnictwo, tak samo było przy okazji zespołów Oasada Vida i Votum.

Druga odsłona festiwalu będzie dwudniowa. Dlaczego zdecydowaliście się na imprezę aż dwudniową?

Jak zawsze pomysły rodzą się spontanicznie. Miałem już umówiony w piątek koncert zespołu Galahad i Lilith, stwierdziłem, że piątek i sobota to będzie weekend, który warto spędzić w Progresji i w pełni nasycić się muzyką.

Pierwszego dnia wystąpi Brytyjski zespół Galahad i osobiście cenie sobie muzykę tych panów. Pan jako słuchacz, czego oczekuje od zespołu występującego w klubie?

Galahad już występował w naszym klubie, to historia angielskiego neoprogresywnego grania. Nawiązują do najlepszych wzorców muzyki z lat 70-tych. Spodziewam się, dobrego koncertu, wywołującego dreszcz, a może i łezkę w oku u niektórych.

Dużym wydarzeniem Warsaw Prog Days II będzie pierwszy koncert od prawie 10 lat zespołu Collage. W pewnych kręgach to wydarzenie roku. Na pewno będzie to koncert na swój sposób wyjątkowy i niepowtarzalny. Czy klub z okazji tego wyjątkowego koncertu szykuje jakieś niespodzianki dla osób, które wezmą udział w koncercie?

To pytanie powinno być skierowane do zespołu Collage. Wiem, że zespół pilnie ćwiczy, aby w pełni oddać ducha swoich wspaniałych koncertów sprzed lat.

Czy festiwal Warsaw Prog Days wpisuje się na stałe w kalendarz Progresji?

Chcieli byśmy, żeby tak było. To także zależy od publiczności.

Progresja ciągle się zmienia, otwiera na inne gatunki muzyczne, organizuje coraz to nowe imprezy. Co w najbliższych latach planuje Pan nowego wprowadzić do Klubu?

Już za chwilę obiegnie nasz klubowy światek zgoła sensacyjny news i wtedy będę mógł w pełni opowiedzieć o zmianach. Na razie powiem tyle, że szykują się zmiany przez wielkie „Z”, ale na lepsze oczywiście…

Dziękuje za rozmowę. Życzę aby Warsaw Prog Days 2 okazał się sukcesem.

Serdecznie zapraszam na drugą edycję Warsaw Prog Days, mam nadzieję, że licznie wypełnicie salę Progresji, bo to od fanów zależy czy nasza ulubiona muzyka przetrwa trudne skomercjalizowane czasy.