Progresja Cafe czynna tylko w czasie koncertów
Bilety do nabycia stacjonarnie w biurze Progresji oraz w trakcie koncertów w barze Progresja Cafe

Zachęcamy do sięgnięcia po nowy numer Musick Magazine, który ukaże się pod koniec lipca 2014. Możecie tam znaleźć wywiad z Arch Enemy. Koncert u nas już 13.07

Fragment wywiadu z Sharlee D’Angelo z Arch Enemy dla Musick Magazine w rozwinięciu. Cały, obszerny wywiad ukaże się w nowym numerze Musick Magazine pod koniec lipca.

Niektórzy mówią o War Eternal jako o pierwszej płycie „nowego Arch Enemy”. Czy słusznie?

W pewnym sensie takie głosy są zrozumiałe, ponieważ zmiana na stanowisku wokalisty musi zaciążyć na charakterze każdego zespołu. My przeszliśmy już wcześniej podobną roszadę, ale jako młoda, niezbyt jeszcze znana grupa. Na etapie, na jakim znajdujemy się obecnie, odejście tak ważnej postaci jak Angela postawiło nas przed wyborem: albo pożegnamy się ze sobą i rozwiążemy Arch Enemy albo rozejrzymy się za nowym głosem. Za pierwszą opcją nie opowiedział się nikt, zwłaszcza że mieliśmy już trochę gotowej muzyki i głupotą byłoby wyrzucenie jej do śmieci. Usiedliśmy więc przy wspólnym stole z zamiarem sporządzenia listy możliwych następców Angeli. Każdy – niemal jednogłośnie – zaproponował to samo nazwisko, po czym zapadła cisza – nie mogliśmy wymyślić żadnej innej kandydatury! Kolejnym posunięciem mógł być więc tylko telefon do Alissy. Na nasze szczęście powiedziała „tak” (śmiech).

Zastanawia mnie czy te przetasowania w składzie dodały zespołowi odrobiny gniewu? Wiesz, kiedy nic się nie zmienia, łatwo o stagnację, a wówczas przepada gdzieś ekscytacja i ta niezbędna w muzyce złość.

W naszym przypadku daleki byłbym od użycia słowa „stagnacja”, ale każdemu grozi swoisty uwiąd, jeśli nie potrafi podjąć czasem ryzyka. Kiedy zespół istnieje dłuższy czas, robi coś wciąż w taki sam sposób i porusza się w obrębie ściśle wytyczonych granic, staje się zbyt wygodnicki. Warto jest więc poddać się zmianie lub przewartościować pomysł na muzykę. Nowi muzycy dali nam nowy impuls. Nick wywodzi się z nieco innej szkoły, gra na gitarze w sposób zupełnie odmienny niż Mike. Poza tym uważam, że kolejne płyty powstają w reakcji na te poprzednie. Zwłaszcza jeśli koncertuje się długo z tym samym materiałem, człowiek jest w stanie zastanowić się nad tym, co warto zmienić, czego się pozbyć, co dodać… Nadal uwielbiam Khaos Legions – jest to jeden z lepszych naszych albumów, niemniej uważam, że jest trochę za długi. O taki wniosek byliśmy też bogatsi przed napisaniem materiału na War Eternal. Postanowiliśmy poprzestać na dziesięciu-jedenastu numerach i naprawdę solidnie się na nich skupić, co stało się łatwiejsze w momencie pojawienia się Alissy z jej tekstami i aranżacjami wokali. Nowi ludzie to także poczucie niepewności, które wyszło nam wyłącznie na dobre. Nie wiadomo było co się stanie, znaleźliśmy się w sytuacji wóz albo przewóz…. Ale było warto!

Michael stwierdził, że utwory z War Eternal mają oldschoolową aurę. Zgadzasz się?

Mają, to prawda! Niektóre kawałki przypominają mi naprawdę stary stuff – rzeczy z epoki Burning Bridges, nagrywanych jeszcze bez Angeli. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, ale faktycznie sporo na płycie takiej starej szkoły. W zasadzie wszystkie nasze inspiracje są dość wiekowe, bo nadal znajdziesz u nas jakiś riff z okolic Destruction lub odrobinę Judas Priest tu i ówdzie. Wrzucamy wszystko to do jednego kotła, mieszamy najlepiej jak umiemy, a koniec końców brzmi to jak Arch Enemy.

A co z przekazem War Eternal? Nie jest to płyta tak bezpośrednia i polityczna jak Khaos Legions, jednak swój ciężar ma.

Zdecydowanie tak. War Eternal to prawdopodobnie najbardziej introspektywna nasza płyta od lat. Na Khaos Legions przedstawiliśmy jasny przekaz, wyłożony bez ogródek i kolejny krok w tym kierunku zrobiłby z nas chyba grupę stricte polityczną w stylu Rage Against the Machine (śmiech). Tym razem więc zachęcamy do spojrzenia w głąb siebie. Ostatnie albumy Arch Enemy wyraziły dostatecznie wiele na temat sytuacji na świecie, dlatego tym razem przyglądamy się temu, co dzieje się w nas samych. Z tym także powinniśmy sobie radzić.

W tym kontekście symboliczny jest ten zamierający odgłos bicia serca, którym kończy się album.

Tak, ale o serce Arch Enemy możesz być spokojny – bije naprawdę mocno. Nasz elektrokardiogram jest w jak najlepszym porządku (śmiech).

Rozmawiał: Sebastian Rerak/Musick Magazine
www.musickmagazine.pl