Progresja Cafe czynna tylko w czasie koncertów
Bilety do nabycia stacjonarnie w biurze Progresji oraz w trakcie koncertów w barze Progresja Cafe

Carcass4Carcass jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych zespołów nurtu muzyki ekstremalnej. Uważani są pionierów nurtu gore w death metalu i grindcorze oraz twórców melodyjnej odmiany death metalu (spopularyzowanej później przez zespoły z Goeteborga). Grupa rozpadła się w 1996 roku po wydaniu krążka o jakże proroczym tytule „Swansong” (Łabędzi śpiew), którego zawartość dość mocno kontrastowała z poprzednimi dokonaniami tria z Liverpoolu. Po jedenastu latach przerwy wznowili działalność, koncertową, zaś dokładnie rok przed datą warszawskiego występu Carcass poczęstował nas premierowym materiałem „Surgical Steel”. Kto pamięta ich występ na Metalmanii w 1993 roku będzie miał świetną okazję, aby przekonać się czy oparli się ‚zębowi czasu’. Zapraszamy!

Carcass jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych zespołów nurtu muzyki ekstremalnej. Uważani są pionierów nurtu gore w death metalu i grindcorze oraz twórców melodyjnej odmiany death metalu (spopularyzowanej później przez zespoły z Goeteborga). Grupa rozpadła się w 1996 roku po wydaniu krążka o jakże proroczym tytule „Swansong” (Łabędzi śpiew), którego zawartość dość mocno kontrastowała z poprzednimi dokonaniami tria z Liverpoolu. Po jedenastu latach przerwy wznowili działalność, koncertową, zaś dokładnie rok przed datą warszawskiego występu Carcass poczęstował nas premierowym materiałem „Surgical Steel”. Kto pamięta ich występ na Metalmanii w 1993 roku będzie miał świetną okazję, aby przekonać się czy oparli się ‚zębowi czasu’. Zapraszamy!

Zespół narodził się w 1985 roku w Liverpoolu, a nie w 1987, jak jeszcze do niedawna podawała ich strona na Wikipedii i wcale nie powstał pod nazwą Disattack jak nadal widnieje w ich biogramie na stronie metal-archives.com. Doskonały komentarz do początków Carcass znajdziecie w wywiadzie, który Jeff Walker udzielił Łukaszowi Dunajowi, opublikowanym na portalu www.t-mobile-music.pl: „I tutaj wspomniane źródła bardzo się mylą, na czele z naszymi stronami na Wikipedii i Metal-archives.com, które podają, jako datę założenia Carcass rok 1987. To nie jest prawda, ponieważ Carcass powstało dwa lata wcześniej. Nie było mnie jeszcze wówczas w składzie, ponieważ grałem w Electro Hippies, ale pierwotnie Carcass tworzyli Ken Owen, wtedy, jako wokalista, Bill Steer na gitarze, Chris Gardner na basie oraz perkusista, którego nazwiska nie znam, ponieważ nie mieliśmy nawet nigdy okazji się poznać. Działali w takim składzie kilka miesięcy, a w międzyczasie Bill dołączył do Disattack, który był niczym więcej niż klonem Discharge. I właśnie w Disattack spotkały się drogi naszej trójki, czyli moja, Kena i Billa. Ten ostatni chciał popchnąć działania zespołu w bardziej metalowym kierunku, ale w tamtej konfiguracji personalnej było to niemożliwe i Disattack się rozpadł. Postanowiliśmy jednak działać razem dalej. Ja równolegle grałem jeszcze we wspomnianych Electro Hippies, a Bill oczywiście w Napalm Death, z którymi nagrał w 1987 roku B-stronę albumu „Scum”. Wracając do Carcass, pierwszą rzeczą, którą musieliśmy zrobić, było pozbycie się bębniarza i z braku odpowiedniego zastępcy, za bębnami musiał zasiąść Ken Owen, ja grałem wtedy na basie, a śpiewał niejaki Sanjiv, z którym zarejestrowaliśmy pierwsze demo „Flesh Ripping Sonic Torment”. Tak to właśnie było…”

Materiał ze wspomnianej demówki niemal w 100% (wypadł jeden kawałek, kilka zmieniło tytuły) wypełnił program pełnometrażowego debiutu „Reek of Putrefaction”. Grupa zwróciła na siebie uwagę nie tylko brutalną muzyką, ale i tekstami naszpikowanymi odniesieniami do terminów medycznych i ludzkiej anatomii. W świat poszła fama, że członkowie grupy mają wykształcenie medyczne. W rzeczywistości zawartość tekstową dwóch pierwszych albumów – w rok po wspomnianym debiucie uraczyli nas kolejną porcją ‚flaczków’ zatytułowaną „Symphonies Of Sickness” – zawdzięczamy biblioteczce siostry Jeffa, która studiowała pielęgniarstwo. Basista i wokalista Carcass godzinami studiował słowniki i atlasy anatomiczne w poszukiwaniu inspiracji tekstowych.
Rok 1991 przyniósł trzeci album „Necroticism – Descanting The Insalubrious” – nadal ciężki i brudny, jeżeli chodzi o brzmienie, ale bardziej techniczny, jeżeli chodzi o warstwę kompozycyjną. Jest to już zdecydowanie deathmetalowy materiał. Jeszcze dalej poszli na następnym albumie „Heartwork” – tu narodził się melodyjny death metal. Dotychczasowi fani zarzucili zespołowi sprzedanie się i komercjalizację. Fakt zrobiło się sporo szumu wokół nich, klipy do „Heartwork” i „No Love Lost” na stałe zagościły w Headbanger’s Ball.
Rok 1993 to był szczyt popularności death metalu – potencjał tego gatunku doceniły duże wytwórnie i tak Morbid Angel trafiło pod skrzydła Giant Records, zaś Carcass został przytulony przez Columbia Records, która dopiero, co weszła w skład koncernu Sony Music. Wydawało się, że wielki sukces (na miarę Metallicy, jak zaczęli sobie roić, co poniektórzy) był na wyciągnięcie ręki, jednak tak się nie stało. Niemal z dnia na dzień ‚majorsi’ znaleźli sobie nową dojną krowę pod nazwą grunge i na wydanie „Swansong” musieliśmy poczekać czekać do 1996 roku, kiedy praktycznie było już po zespole.

Oto komentarz Jeffa Walkera do wspomnianej sytuacji – ponownie zaczerpnięty z wywiadu przeprowadzonego przez Łukasza Dunaja: „Historia wydania „Swansong” stanowi sama w sobie niezłą historię. Po sukcesie albumu „Heartwork, w 1994 roku podpisaliśmy kontrakt z Columbia Records, która w tamtym czasie została przejęta przez Sony. Musisz pamiętać, że w połowie lat 90. rynkowy popyt na metal był praktycznie zerowy. Wszędzie wokół rządził grunge. Jeżeli nie byłeś Nirvaną, ani nie grałeś jak Alice In Chains, mogłeś zapomnieć o wsparciu wytwórni. My nagraliśmy swój album, ale usłyszeliśmy od decydentów z Sony, że przy spadku koniunktury na metal, nie są w ogóle zainteresowani jego wydaniem. Wtedy był to dla nas szok i przysłowiowy gwóźdź do trumny. Stosunki w zespole zaczęły się psuć, szczególnie pomiędzy mną a Billem. Wracając do sedna, nie wiedzieliśmy, co dalej robić. Wtedy były to jeszcze czasy, ze wielkie wytwórnie robiły, co chciały. Płaciły zespołom za płyty, których później nie wydawały, teraz to nie do pomyślenia! Dzięki pomocy prawników udało nam się jednak wyplątać z tego kontraktu i odkupić od Sony prawa do taśm matek płyty, którą potem nazwaliśmy „Swansong”. Kiedy nam się to udało, zespół już nie istniał, odszedł od nas Bill. Nie wyobrażaliśmy sobie kontynuacji zespołu bez niego, ale chcieliśmy oddać sprawiedliwość naszej wspólnej pracy i sprzedaliśmy licencję Earache Records, którzy wydali go w 1996 roku. Tak więc, najpierw dostaliśmy 200 tysięcy dolarów od Sony na jego nagranie, potem musieliśmy wykupić taśmy matki, a na końcu sprzedaliśmy licencję, aby mógł się w ogóle ukazać. Tak wygląda biznes muzyczny od środka”.

Warto dodać, że tuż po wydaniu „Heartwork” szeregi Carcass opuścił Michael Amott, który już od jakiegoś czasu podgrywał sobie ze Spiritual Beggars, a wkrótce potem wraz z bratem Christopherem założył Arch Enemy. Na jego miejsce wskoczył Mick Hickey, zastąpiony wkrótce przez Carlo Regadasa.

Po pogrzebaniu ‚ścierwa’ Bill Steer powołał do życia stonerowy Firebird, zaś Jeff, Ken i Carlo wspierani przez Marka Griffitsa z Cathedral powołali do życia zespół Blackstar, który po wydaniu jednego krążka zmienił nazwę na Blackstar Rising i wkrótce zawiesił działalność gdyż Ken Owen w wyniku krwotoku mózgowego na prawie rok zapadł w śpiączkę. Po długiej i żmudnej rehabilitacji Ken nie tylko wyrwał się z objęć wózka inwalidzkiego, ale co więcej znów zasiadł za garami. Oczywiście nikt nie oczekuje od niego, że po tak ciężkich przejściach zdrowotnych powróci do dawnej formy pozwalającej mu jeździć w trasy z kolegami, nie mniej jednak od czasu reaktywacji Carcass w 2007 roku traktowany jest, jako część składu zespołu. Kilkakrotnie pojawiał się na scenie podczas wybranych występów Carcass i zasiadał za bębnami, aby zagrać kilka numerów. Na co dzień jednak (do roku 2012) koncertowy skład grupy uzupełniali Michael Amott oraz Daniel Erlandsson z Arch Enemy.

Reaktywacja oraz bardzo udane koncerty niemal z miejsca rozbudziły nadzieje i spekulacja na temat nowej płyty zespołu, jednak Bill Steer jeszcze rok po ‚re-union’ studził te oczekiwania: „Byłbym zdziwiony gdyby nowa płyta kiedykolwiek powstała. Co prawda nigdy nie mów nigdy, ale jestem ostatnią osobą, która byłaby przekonana do takiego pomysłu”. Musiały minąć trzy lata od wypowiedzenia tych słów, zanim zadzwonił do Jeffa informując go, że ma pomysły na nowy materiał. I tak powoli bez ciśnienia, bez kontraktu zaczęły się prace nad „Surgical Steel”, który ukazał się nakładem Nuclear Blast 13 września 2013 roku. W sesji nagraniowej wzięli udział Ken Owen – wokale (chórki) w utworach „Thrasher’s Abattoir” i „Unfit for Human Consumption” oraz basista z pierwszego składu Carcass – Chris Gardner – jako wokalista wspomagający. Posadę perkusisty objął bębniący, na co dzień w Trigger The Bloodshed Dan Wilding, zaś drugim gitarzystą na potrzeby tras koncertowych Ben Ash. Co przynosi nowy album weteranów ekstremy? Już rzut oka na okładkę będącą niemal remake’m obrazu zdobiącego EP’kę „Tools Of The Trade” (nota bene najpopularniejszego motywu w historii merczu Carcass) pozwala domniemywać, że mamy tu krążek mocno nawiązujący do historii zespołu. Po raz kolejny zacytujmy wypowiedź Jeffa Walkera z wywiadu opublikowanego na www.t-mobile-music.pl: „Ta płyta jest kontynuacją tego, co robiliśmy, kiedy byliśmy z Billem dużo młodsi, więc w tym kontekście jest faktycznie nostalgiczną podróżą. Muzycznie opieramy się na tych samych rzeczach, które inspirowały nas przed laty: począwszy od hard rocka z lat 70., a skończywszy na ekstremalnym metalu z lat 80. Mam jednak poczucie, że nie jest to wchodzenie raz jeszcze do tej samej rzeki, ale udało się nam zaprezentować na „Surgical Steel” nowe, aktualne oblicze zespołu. Na pewno nie wypłakujemy się w poduszkę z powodu naszej dawnej chwały, która bezpowrotnie przeminęła, ale idziemy dalej do przodu. Zauważ, że nagraliśmy wcześniej pięć albumów, z których każdy brzmiał kompletnie inaczej. Nie ma więc w moim poczuciu czegoś, co nazwałbym „typowym brzmieniem” Carcass. To wielka zaleta, ponieważ nie czuliśmy się w obowiązku nagrywać czegoś, co intencjonalnie nawiązywałoby do którejś ery funkcjonowania zespołu. Możesz odszukać tu fragmenty przypominające zarówno czasy „Reek Of Putrefaction” jak i „Swansong” „. Jak gada to na żywo przekonamy się już we wrześniu.